Kto jest prawdziwym katolikiem, i jako za powstaniem kacerskiej nowości wnet można poznać ważkie zboże a liche plewy.
Kto jest prawdziwym katolikiem, i jako za powstaniem kacerskiej nowości wnet można poznać ważkie zboże a liche plewy.
49. Gdy tedy rzeczy tak się mają, prawdziwym i rodowitym katolikiem jest ten, który kocha prawdę Bożą, i Kościół, i Ciało Chrystusowe, kto nad świętą religię, nad wiarę katolicką niczego nie przekłada, ani powagi jakiej osoby, ani umysłu, ani wymowy, ani mądrości jej, lecz tym wszystkim gardząc i w wierze mocno i stanowczo trwając, tego tylko trzymać się i w to wierzyć stanowi, o czym wie, że powszechnie, i z dawna Kościół katolicki utrzymywał; o wszystkim zaś, co by widział, że ktoś jeden, później, pomimo wszystkich, lub wbrew wszystkim świętym a rzecz nową i niesłyszaną podstępnie wprowadza, rozumie, iż to nie do pobożności lecz raczej do kuszenia prowadzi, pomny wtedy zwłaszcza słów św. Pawła Apostoła. O tym mianowicie pisze on w pierwszym liście do Koryntczyków: Muszą, prawi, być i kacerstwa: aby którzy są doświadczeni, stali się jawni między wami (54); innymi słowy: Dlatego nie zaraz wytępia Pan Bóg twórców herezji, aby doświadczeni stali się jawni, to jest by się okazało, o ile każdy jest stałym, i wiernym miłośnikiem wiary katolickiej.
50. I w rzeczy samej, gdy nowinki jakie powstaną, zaraz się okazuje ważkość zboża i lekkość plew; wówczas bez wielkiego wysiłku bywa porywane z miejsca to, co żadnym ciężarem własnym nie trzymało się przy ziemi. Jedni bowiem odpadają całkowicie, inni znów, wykolejeni tylko, i lękają się zginąć, i wstydzą się wrócić zranieni, ponieważ wchłonęli w siebie taką ilość trucizny, która ani nie zabija, ani strawić się nie daje, śmierci nie sprowadza, i życia nie dopuszcza. Nieszczęsny stan taki! jakież trosk upalenia, jakie burze ich dręczą. Raz bowiem, kędy wiatr powieje, bywają porwani pędem gwałtownym błędu, to znowu, z przyjściem rozwagi, odrzucani jak fale powrotne; raz z zuchwałą pewnością siebie pochwalają rzeczy jawnie wątpliwe, to znów w nierozsądnej bojaźni lękają się rzeczy pewnych; niepewni, kędy iść a kędy wracać, czego się trzymać a co porzucić.
51. To przecież wątpiącego i chwiejnego serca utrapienie jest dla nich, jeśli rozumieją, lekarstwem Bożego zmiłowania. Dlatego bowiem poza przystanią bezpieczną wiary katolickiej, przeróżne myśli nawałnice miotają, dręczą i niemal o śmierć ich przyprawiają, by ściągnęli wysoko rozwinięte wyniosłego umysłu żagle, rozdęte groźnie wichrami nowinek, a wrócili się i trzymali pewnego schroniska łaskawej i dobrej macierzy, a zbywszy pierwej gorzkie i mętne wody błędów, mogli potem pić ze źródeł wody żywej wytryskującej ku żywotowi (55). Oduczyć się dobrze wprzód winni, czego się źle nauczyli; a ze wszystkich dogmatów Kościoła, co można pojąć rozumem, pojmować, – czego nie można, wierzyć.