Wróć do Czytelni

Walka duchowa

Wawrzyniec Scupoli · Duchowość

Nie ustalono tłumacza ani danych wydania z przekazanego PDF; nie przypisano mu historycznego tłumaczenia.

Zachowano źródłowe literówki i łamania wewnątrz wyrazów. Nie wykonano korekty według innego wydania.

Wstęp (ks. Tomasz Węcławski) i nota Od wydawcy są odrębnym materiałem redakcyjnym, nie tekstem Wawrzyńca Scupoliego.

Brak numerów przy tytułach rozdziałów 26 i 34 oraz niepoprawne zapisy XXLIII i LYII zachowano w sourceLines; numery nawigacji wynikają z kolejności i spisu treści.

Rozdział 32 — Ostatnie ze wspomnianych wyżej oszustw i pokus, których szatan używa po to, by zdobyte cnoty stały się okazją do zguby

Przebiegły i złośliwy wąż kusi nas swoimi oszustwami także w cnotach już nabytych. Mogą się one stać okazją do zguby, kiedy zadowoleni z nich i z siebie, wynosimy się ponad innych i popadamy w pychę i zarozumialstwo.

Aby ustrzec się przed tym niebezpieczeństwem, przystępuj do walki wyłącznie na polu prawdziwego i głębokiego przekonania, że jesteś niczym, nic nie wiesz, nic nie możesz, nic nie jest twoje poza niedolą i wadami i nie zasługujesz na nic poza wiecznym potępieniem. Trwaj przy tej prawdzie i nigdy nie pozwalaj, aby jakakolwiek myśl lub zdarzenie skłoniły cię do oddalenia się od niej choćby na krok. Wiedz bowiem, że takie myśli i zdarzenia są twoimi wrogami i że gdybyś im się poddała, albo byś zginęła, albo odniosłabyś rany.

Żeby się nauczyć walki na otwartym polu prawdziwego poznania własnej nikczemno ści, zastosuj się do następującej reguły. Ilekroć będziesz myśleć o sobie i o swoich uczynkach, czyń to zawsze w odniesieniu do tego, co należy do ciebie, a nie w odniesieniu do tego, co należy do Boga i Jego łaski. A później osądź siebie zgodnie z tym, jak się postrzegasz w odniesieniu do tego, co twoje.

Jeśli weźmiesz pod uwagę czas poprzedzający twoje istnienie, zobaczysz, że w otchłani wieczności byłaś niczym i że nic nie zrobiłaś ani nie mogłaś zrobić, aby zaistnieć. Istniejąc

zaś tylko dzięki Bożej dobroci i zostawiając Jemu, co należy do Niego, czyli stałą troskę o Ciebie, czymże jesteś, jeśli nie niczym? Nie ma bowiem cienia wątpliwości, że gdyby On cię zostawił choćby na chwilę, w mgnieniu oka powróciłabyś do nicości, z której wydobyła cię Jego wszechmocna dłoń. Oczywiste więc, że jeśli spojrzysz na siebie w odniesieniu do tego, co do ciebie należy, to w tym przyrodzonym istnieniu nie znajdziesz przyczyny, aby czuć do siebie szacunek albo wymagać go od drugich.

Co się zaś tyczy dobrodziejstw wynikających z łaski, cóż dobrego mogłaby samodzielnie zdziałać twoja natura bez Bożej pomocy? Weź pod uwagę popełnione już błędy, a także zło, które uczyniłabyś, gdyby Bóg nie powstrzymał cię swoją litościwą dłonią, a przekonasz się, że liczba twoich niegodziwości, pomnożona nie tylko przez dni i lata, ale i przez złe uczynki i nawyki (bo jeden występek pociąga za sobą drugi), doszłaby niemal do nieskończoności, tak że stałabyś się nowym Lucyferem. Jeśli zatem nie chcesz być złodziejką Bożej dobroci, lecz zawsze pozostać z Panem, powinnaś uważać, że z dnia na dzień stajesz się gorsza.

Zawsze się staraj, aby twój sąd o tobie był sprawiedliwy, bo inaczej przyniesie ci niemałą szkodę. Jeśli będziesz piętnować swą nikczemność z taką samą przesadą, z jaką inni, zaślepieni w duchu, chlubią się swoimi rzekomymi cnotami, wiele stracisz, a w uczynkach woli staniesz się od nich nawet gorsza.

Jeśli więc chcesz, aby poznanie twojej występności i podłości odstraszało twych nieprzyjaciół i czyniło cię miłą Bogu, nie tylko gardź sobą jako niegodną wszelkiego dobra i zasługującą na wszelkie zło, lecz pragnij także, aby inni gardzili tobą, odrzucaj zaszczyty, raduj się ze zniewag i kiedy trzeba, usposabiaj się do tego, by czynić to wszystko, czym inni pogardzają. I czyń to, nie troszcząc się o opinie innych, pod warunkiem jednak, że będzie to wypływało z chęci poniżenia siebie, a nie z pewnego rodzaju duchowej zarozumiałości czy też nieuświadomionej pychy, przez którą pod różnymi dobrymi pretekstami nisko ceni się opinie innych lub nie ceni się ich wcale.

A jeśli się zdarzy, że dzięki jakiemuś dobru udzielonemu ci przez Boga inni zaczną cię miłować i chwalić, tym bardziej nie odstępuj od prawdy i sprawiedliwości. Zwróć się całym sercem do Boga, mówiąc: „Obym, Panie, nie kradła Twych zaszczytów i łaski, niech Twoja tylko będzie chwała, cześć i sława, a mój tylko wstyd!". Potem pomyśl o osobie, która cię chwali, i powiedz w duchu: „Czemu nazywa mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg i jego dzieła" (por. Mk 10,18). Czyniąc tak i oddając Panu, co należy do Niego, odstraszysz nieprzyjaciół, sama zaś usposobisz się do przyjęcia jeszcze większych darów i dobrodziejstw od Boga. A gdy wspomnienie dobrych uczynków miałoby wtrącić cię w pychę, natychmiast spójrz na niejako na dzieła nie twoje, lecz Boże, i w duszy zwróć się do nich w te słowa: „Nie wiem, w jaki sposób pojawiłyście się i zaczęłyście istnieć w moim umyśle, ponieważ nie ja, lecz dobry Bóg swoją łaską was stwarza, żywi i zachowuje. Jego tylko zatem chcę uznawać za prawdziwego i jedynego Ojca, Jemu pragnę dziękować i Jego chwalić" (por. 2 Mch 7,22-23).

Pamiętaj, wszystkie twoje uczynki nie tylko w znikomym stopniu odzwierciedlają światłość i łaskę, które zostały ci udzielone, aby je spełnić, lecz, co więcej, nie są wyrazem ani czystych intencji, ani żarliwości, ani rzetelności, z jakimi należałoby je spełnić. Dlatego trzeba się raczej ich wstydzić niż nimi szczycić. Niestety, prawda jest taka, że łaski, które otrzymujemy od Boga w stanie czystym i doskonałym, zostają splamione przez nasze niedoskonałości.

Porównaj zresztą swoje dzieła z dziełami świętych i innych sług Bożych, a zobaczysz, że twoje najlepsze i najwspanialsze uczynki są ulepione z marnej gliny i mało warte. Jeśli później porównasz je z tym, co Chrystus w tajemnicy swojego życia i nieprzerwanego krzyża czyni dla ciebie, jeśli rozważysz te dzieła same w sobie, w oderwaniu od Bożej Osoby, zarówno z punktu widzenia uczucia, jak i czystości miłości, które im towarzyszyły, zauważysz, że wszystkie twoje dzieła są niczym. Jeśli wreszcie skupisz myśli na Bogu, na Jego niezmierzonym majestacie i służbie, na którą zasługuje, zobaczysz wyraźnie, że z każdego twojego uczynku rodzi się nie pycha, lecz wielka bojaźń. Zatem na wszystkie sposoby, w każdym uczynku, jakkolwiek byłby święty, powinnaś z całego serca prosić Pana: „O Boże, miej litość dla mnie, grzesznej" (por. Łk 18,13).

Nigdy też nie chełp się darami otrzymanymi od Boga, bo to zawsze jest przykre dla Twojego Pana, o czym nas poucza następujące zdarzenie. Kiedyś, przybrawszy wygląd niewinnego pacholęcia, ukazał się On pewnej pobożnej kobiecie, która z prostotą poprosiła Go o wypowiedzenie pozdrowienia anielskiego. On natychmiast zaczął: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami... " i w tym miejscu się zatrzymał, ponieważ nie chciał chwalić samego siebie. Kobieta prosiła Go, by dokończył, On jednak tego nie uczynił i zniknął. W ten sposób Jego służebnica doznała wielkiej pociechy, ukazał jej bowiem na własnym przykładzie tę niebiańską naukę.

Ty także, córko, naucz się uniżać. Uznaj, że sama jesteś niczym i niczym są twoje uczynki. To jest podstawa wszystkich innych cnót. Kiedyś nie istnieliśmy, a Bóg stworzył nas z niczego. Teraz zaś, kiedy istniejemy dla Boga, On chce cały duchowy gmach oprzeć na poznaniu naszej nicości. Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym wyżej wznosi się ten gmach. Stosownie do gorliwości, z jaką będziemy zagłębiać się w naszą marność, Boski Architekt umieści tam twarde skały, na których oprze się budowla. Nie myśl jednak, córko, że kiedykolwiek zdołasz się uniżyć doskonale. Przeciwnie, żyj w przekonaniu, że gdyby w odniesieniu do stworzenia można było mówić o czymś doskonałym, to doskonała byłaby tylko twoja nikczemność. Kto przyjmie tę prawdę do swego serca, posiądzie wszelkie dobro. Kto ją odrzuci, pozostanie niczym, nawet gdyby spełniał święte uczynki i rozmyślał wyłącznie o Bogu.

O błogosławione poznanie, które czynisz nas szczęśliwymi na ziemi i pełnymi chwały w niebie! O światłości, która wychodząc z ciemności, sprawiasz, że dusze weselą się i promienieją!

0 nieznana radości, która rozświetlasz nasz padół! O nicości, która, jeśli cię poznamy, czynisz nas panami wszystkiego!

Pamiętaj, jeśli szczerze chcesz chwalić Boga, sama siebie oskarżaj i pragnij, aby inni cię oskarżali. Upokarzaj się przy wszystkich, jeśli chcesz Jego wywyższyć w sobie i siebie w Nim. Jeśli pragniesz Go odnaleźć, nie wynoś się ponad innych, ponieważ On ukryje się przed tobą. Uniżaj się, uniżaj, ile tylko zdołasz, a On przyjdzie do ciebie i cię przygarnie.

1 tym mocniej cię obejmie i czułej do siebie przytuli, im bardziej staniesz się nikczemna we własnych oczach i będziesz się radować z tego, że wszyscy tobą gardzą i odrzucają cię jako coś plugawego.

Uważaj się za niegodną wielkich darów, którymi Bóg obdarza cię mimo doznanej obrazy, żeby cię ze sobą zjednoczyć. Nie zapominaj o jak najczęstszym składaniu Mu dziękczynienia i bądź zobowiązana tym, którzy dali ci do tego sposobność, a tym bardziej tym, którzy cię znieważyli lub sądzą, że niechętnie znosisz zniewagi. Nawet gdyby tak było w istocie, nie powinnaś tego okazywać.

Jeśli mimo wielu takich myśli przebiegłość szatana, a nasza głupota i złe skłonności wezmą górę, a zachwyt nad sobą nie przestanie zatruwać naszego serca, powinniśmy się upokarzać tym bardziej, im bardziej widzimy, że wystawieni na próbę, niewiele postąpiliśmy w rozwoju duchowym i prawdziwym poznaniu siebie, gdyż nie możemy uwolnić się od tych natręctw zakorzenionych w naszej pysze. Tym sposobem trucizna przemieni się w miód i zagoją się rany.