Zwrot ku Chrystusowi — prawdziwy obraz Boga i zbawienia
W perspektywie rozwoju teologii i duchowości chrześcijańskiej trzeba dostrzec i docenić również to, że w dziele Scupoliego doskonale odzwierciedla się jedno z najważniejszych, można powiedzieć przełomowych, doświadczeń teologii poreformacyjnej: jej zwrot ku Chrystusowi, skupienie na Nim uwagi i podporządkowanie całej duchowości spotkaniu z Nim — to znaczy konsekwentny chrystocen-tryzm. Z perspektywy duchowości współczesnej, która została zbudowana na tym fundamencie, a w ostatnich dziesięcioleciach jeszcze bardziej rozwija go i pogłębia, może się to wydać oczywiste. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że, po pierwsze, nie zawsze tak było, po drugie zaś, że w takim chrystocentrycznym nastawieniu mieści się potężna siła „reformacyjna" albo lepiej — odnowicielska w stosunku do jednego z największych niebezpieczeństw, na które jest wystawiona nasza wiara i pobożność, a którym jest zadowalanie się tym, co, jak nam się zdaje, już wiemy o Bogu, o Jego obecności w naszym świecie i o naszych zobowiązaniach wobec Niego.
Z pewnością jednym z największych niebezpieczeństw, na które możemy się natknąć w rozwoju życia wiary i ducha, jest takie właśnie poprzestawanie na tym, co już mamy i co nas zadowala: „Mam dosyć. Więcej to nie dla mnie". Albo przynajmniej: „Na razie dosyć; na teraz mi wystarczy". W sprawach Bożych i ludzkich jest zawsze tyle rzeczy wartych poznania i wartych zrobienia, że poprzestawanie na małym okazuje się tu bardzo niebezpieczne. Poprzestawanie na małym w odniesieniu do własnych potrzeb i pragnień może być cnotą, jednak poprzestawanie na małym w dziedzinie poznania Boga, w dziedzinie poznania stworzonego przezeń świata, a także
w
dziedzinie
poznawania
stworzonych
przez
Niego
ludzi
zazwyczaj
bywa przeciwieństwem cnoty: ciasnotą horyzontów, biernością, lenistwem, a w ostatecznej perspektywie — brakiem miłości. Dlatego, jak mówi św. Augustyn, kiedy powiedziałeś „dosyć", zginąłeś.
Z pewnością nie może powiedzieć, że kocha Boga człowiek, któremu wystarcza taka wiara i takie poznanie Boga, jakie dotąd zdobył. Podobnie nie powinien mówić, że kocha ludzi ten, kto się nimi interesuje tylko o tyle, o ile są mu wygodni albo potrzebni, albo też kto się nimi interesuje tylko wtedy, kiedy już inaczej nie można. Jedno i drugie jest sprawą uporządkowania naszego czasu. Panuje tu bardzo prosta zasada: człowiek poświęca najwięcej czasu temu, co naprawdę jest dla niego Bogiem. Niebezpieczeństwo polega na tym, że to jest dziedzina, w której wyjątkowo łatwo o złudzenia: bardzo łatwo przy pomocy bardzo szlachetnych i bardzo „Bożych" motywów uzasadniać poświęcanie czasu jedynie samemu sobie.
Nastawienie całej uwagi na Chrystusa, które proponuje nam Scupoli, oznacza ratunek z takiego niebezpieczeństwa, oznacza bowiem prawdziwą otwartość na nowe możliwości, nowe sposoby i nowe dobra, przez które Bóg Zbawiciel chce być obecny w naszym życiu i działaniu. Odniesienie do Jezusa jako Przewodnika w codziennej walce zakłada bowiem, że każdego dnia i w każdej chwili poznajemy Go na nowo, inaczej niż dotąd — aż nasze ludzkie serce w jedności z Nim stanie się sercem Boskim (por. Rozdział LV).
Jeśli przyjmujemy z zaskoczeniem takie twierdzenia Autora i jego sposób myślenia o naszej jedności z Bogiem i zbawieniu, to znak, że jeszcze nie rozwinęła się w nas postawa, w którą On chce nas wprowadzić. Jest ona bowiem konsekwentnym skutkiem nie zajmowania się sobą, własnymi poglądami i ocenami, nawet własnym naszym obrazem Boga, ale tym tylko, w co chce nas wprowadzić Bóg sam. Wejście w życie Boże razem z Jezusem oznacza przecież także przejście z Nim razem przez ludzkie doświadczenia lęku, bólu, niepewności i oczyszczenia własnych wyobrażeń i pragnień, przez które przeszedł Jezus-człowiek. W takiej perspektywie trzeba od czytać słowa, które w Walce duchowej mogą się wydać najbardziej zaskakujące: „Wraz z nim cierpiąc ten krzyż, powiedz z całego serca: »Niech się stanie wola twoja« (Mt 26,42). Jeśli tak uczynisz, cierpliwość i modlitwa uniosą płomienie ofiary twego serca przed oblicze Boga i staniesz się prawdziwie pobożna, bo — jak już mówiłem — prawdziwa pobożność to żywa i mocna gotowość woli, aby wziąć krzyż i pójść za Chrystusem (por. Łk 9,23), bez względu na drogę, którą nam wskazuje, a także aby pragnąć Boga dla Boga, a czasem nawet opuścić Boga dla Boga" (Rozdział L1X).
To przecież jest cel całej naszej duchowej walki: żebyśmy nie zostali sami ze sobą i z naszym ubogim wyobrażeniem o sobie samych, o świecie i o Bogu, ale żeby w nas samych i w naszym życiu pokazało się ostatecznie i ku naszej pełnej radości, o ile bardziej Bóg jest Bogiem, niż w naszych najśmielszych wyobrażeniach zdołaliśmy to pojąć, i zarazem, o ile bardziej my sami ze wszystkim, czym jesteśmy, należymy do Niego, niż nam się kiedykolwiek wydawało. Dla tego celu warto opuścić wszystko, nawet to, co nam samym może słusznie wydawać się najcenniejsze. To właśnie czytamy już w pierwszym zdaniu pierwszego rozdziału Walki duchowej: „osiągnąć najwyższą doskonałość i połączywszy się z Bogiem, stać się z Nim jednym duchem".
Ks. Tomasz Węcławski